Co zrobić, żeby nasze dziecko nie chorowało? Część I

02.10.16r. Co zrobić, żeby nasze dziecko nie chorowało?  Część I

Co zrobić, żeby nasze dziecko nie chorowało?

Odpowiedź jest prosta – wzmocnić jego odporność... Łatwo napisać, trudniej wprowadzić w czyn. Niby tak, ale jeśli ktoś regularnie porowadzi higieniczny tryb życia, to na pewno on i jego dzieci dużo rzadziej choruje niż otaczające go środowisko, bo wysoka odpornośc jest nierozerwalnie związana z tym pierwszym... Mimo, że wielu rodziców nie chce w to wierzyć, ja śmiem twierdzić, że dziecko wcale nie musi przechorować pierwszego roku w przedszkolu. Moje dzieci są tego najlepszym przykładem :). Mam nadzieję, że zaraz nie znajdzie się ktoś, kto napisze, że jesteśmy tylko wyjątkiem potwierdzającym regułę...  Wysyłając moją najstarszą córkę do przedszkola pracowałam na etacie w korporacji i w tym czasie nie wzięłam ani jednego dnia zwolnienia z powodu jej choroby i to nie dlatego, że miał kto siedzieć z nią w domu, tylko dlatego, że ona nie miała nawet katarku... Jedyną poważniejszą dolegliwością jaka jej się w tym czasie przytrafiła, były afty. Ale był to odosobniony przypadek spowodowany prawdopodobnie lizaniem ławek w kościele... Babcia ją na tym nakryła ;).

Nie będę się tutaj rozpisywać o naszym codziennym życiu, tylko pozwolę sobie w punktach wymienić najważniejsze zasady/zachowania, które pozwalają nam cieszyć się w miarę wysoką odpornością. Temat jest dość rozległy i nie ma szansy, żeby zmieścić się w jednym poście. Dziś napiszę tylko o spacerach, nieprzegrzewaniu dziecka, dokładnym myciu rąk i rozpocznę temat diety. Reszta, w kolejnych postach. A więc do rzeczy!

Codzienne spacery

Niezależnie od aury zawsze staramy się być na dworze i zazwyczaj nie są to opisywane wszędzie minimum dwie godziny, a przynajmniej półtora raza tyle, a w przypadku niemowlaka nawet minimum dwa razy tyle (!). Oczywiście nie da się ogarnąć wszystkiego w domu i codziennnie być sześć godzin na dworze... Ale dopóki dziecko jest tak małe, że sporą część doby przesypia, warto w tym czasie wystawiać go na balkon czy taras. Cała moja trójka drugi zimowy „spacer” zazwyczaj spędzała właśnie na balkonie. Tego sposobu wydłużenia spaceru nie zalecam osobom mieszkającym przy głównych arteriach... Ja całe swoje życie mieszkałam w mieście w bloku, ale na szczęście na cichych, zielonych osiedlach z dala od wielkomiejskich spalin.  

Dlaczego regularny kontakt ze świeżym powietrzem jest taki ważny?
- podczas spaceru do komórek dociera więcej tlenu, a układ odpornościowy produkuje więcej białych krwinek, które są odpowiedzialne za walkę z drobnoustrojami,

- na zewnątrz organizm ma kontakt z rozmaitymi wirusami, bakteriami i grzybami i uczy się na nie reagować,

- spacerowanie w chłodny dzień przyzwyczaja organizm do funkcjonowania w nagłych zmianach temperatury,

 - świeże powietrze nawilża śluzówkę nosa, która dzięki temu lepiej chroni drogi oddechowe przed drobnoustrojami,

-  wytwarzana pod wpływem słońca witamina D, ważna jest nie tylko z punktu widzenia rozwoju kości, ale należy pamiętać, że jej niedobór ma wpływ na gorsze funkcjonowanie układu odpornościowego. 

Nieprzegrzewanie dziecka

Może narażę się tutaj dużej części babć, ale uważam, że przegrzewanie dziecka, jest jedną z głównych przyczyn często nawracających przeziębień. I mam tu na myśli nie tylko zbyt ciepłe ubieranie malucha, ale też utrzymywanie zbyt wysokiej temperatury w pomieszczeniach, w których on przebywa i zbyt rzadkie ich wietrzenie. Dziecko ubrane zbyt ciepło ma zaburzony system termoregulacji, przez co źle toleruje zmiany temperatury, szybko marznie i częściej choruje. Jak sprawdzić czy nie ubraliśmy zbyt cienko naszego malucha? Na pewno nie dotykając rączek... Najlepszą metodą jest sprawdzenie teperatury karku – jeśli jest chłodny, to znaczy, że dziecko zaczyna marznąć. Spocony, wilgotny kark oznacza, że dziecko jest za ciepło ubrane.

Wysoka temperatura w pomieszczeniach wysusza powietrze i śluzówki, przez co przestają one pełnić swoje funkcje ochronne i drobnoustroje łatwiej wnikają do organizmu. Poza tym zbyt wysoka temperatura w domu powoduje większy szok termiczny przy wychodzeniu na dwór w miesiącach jesienno-zimowych. Oczywiście zmiany temperatur sprzyjają hartowaniu, ale utrzymywanie temperatur tropikalnych w domu podczas gdy na zewnątrz temperatura spada w okolice zera, jednak temu nie służy... Najoptymalniej byłoby utrzymywać w domu temperaturę nie wyższą niż 19-22 stopnie Celcjusza.

Staranne mycie rąk (swoich i dziecka)

Wielu z Was mówi, że nie należy trzymać dziecka pod kloszem, że trzeba pozwolić mu na kontakt z bakteriami... Dziecko w swoim naturalnym środowisku jest w ciągłym „kontakcie” z tymi ostatnimi, a dbając o częste i staranne mycie rąk nie pozbawimy go styczności z drobnoustrojami, ale uchronimy przed zakażeniem przewodu pokarmowego i zminimalizujemy ryzyko pojawienia się biegunek, które zubożają naturalną florę bakteryjną organizmu malca, przez co jest on bardziej podatny na infekcje.

Nie oszukujmy się, ale nie ma czegoś takiego jak sterylnośc w domu. I jeśli ktoś zarzuca nam, że wychowujemy małego alergika, bo za bardzo dbamy o higienę, to jest daleki od prawdy... Bakterie i wirusy są wszędzie i nie ma szans, żebu dbając o higienę i czystośc w domu, całkowicie je wyeliminować ze swojego otoczenia.

Odpowiednia dieta, czyli dużo owoców, warzyw, kasz plus mało słodyczy i słodkiego nabiału (!)

Nie zamierzam tutaj rozpisywać się, dlaczego wszyscy, a w szczególności dzieci powinni jeść dużo owoców i warzyw, bo każdy wie, że to głównie one zawierają witaminy, które wpływają na odpornośc organizmu. Ale podzielę się z Wami moim patentem na przemycanie dużej ilości owoców i warzyw do diety dzieci i to nie tylko niemowląt czy najmniejszych dzieci. Dopóki dziecko siedzi w domu, to łatwiej jest nam urozmaicać mu dietę, ale dziecku w wieku szkolnym już trudniej zaproponować zdrową przekąskę „na wynos” w postaci innego owoca niż jabłko, gruszka czy banan. U nas idealnie w takiej roli spełniają się musy i koktaile owocowe przygotowywane przez nas w kuchni i przelewane później do specjalnych tubek Fill'n Squeeze. „Paćki” są ulubioną przekąską, i mojej prawie ośmioletniej córki, i niespełna dwuletniego synka. Dopóki nie trafiłam na produkty marki Fill'n Squeeze, moje dzieci piły smoothie (ostatnio modne słowo) tylko w domu. To znaczy Młodemu czasami kupowałam gotowe owoce w tubkach, które można znaleźć na półkach obok słoiczków dla niemowląt, ale starałam się robic to jak najrzadziej, bo jestem zdania, że owoce przetwarzane na skalę przemysłową mają dużo mniej witamin, niż takie które zjemy „na świeżo”. Co więcej taką „paćkę” przygotowywaną w domu można wzbogacić energetycznie. Jeśli „paćka”ma zastąpić kanapkę, czy nawet pierwsz śniadanie, to do blendera poza owocami wrzucam ugotowane płatki owsiane czy kaszę jaglaną. Jedliście kiedyś coś takiego? My za tym przepadamy  - i mam tu na myśli wszystkich domowników, nie tylko dzieci :).

Wielu z Was pyta mnie czym zastąpić gotowe słodkie serki czy słodkie jogurciki dla dzieci typu „danonki”. Właśnie tym, o czym pisałam wyżej :) Spróbujcie!.  

Jak tylko wyczerpię temat odporności to obiecuję napisać Wam post dlaczego w naszej lodówce nie ma słodkiego nabiału szeroko reklamowanego w prasie i telewizji.

A teraz zmykamy na drugi spacerek :)

niemowlę,spacery,żywienie niemowląt

KOMENTARZE: (5)

07.10.2016 | Ola B., Gliwice

Ooo temat mi się podoba... muszę spróbować z papkami bo póki co wmuszenie z mojego syna jakiegokolwiek owocu poza bananem i arbuzem graniczy z cudem... o warzywach ani nie wspomnę bo je tylko szpinak w wersji z makaronem :P wczoraj cudownym sposobem wypił świeżo wyciskany sok z marchwi i jabłka więc światełko w tunelu jest :)

07.10.2016 | Mama Bezpiecznego Malucha

Olu, u nas papki owocowe i warzywne to mega hit :) Młody aż piszczy jak je widzi, czy na półce w sklepie czy świeżo zrobione przeze mnie ;)

10.10.2016 | Ola B., Gliwice

Ohhh zazdroszczę... Olek ani czasem nie chce na takie rzeczy patrzeć a ja się przy tym wszystkim bardzo stresuję :/

10.10.2016 | Magda mama Janka

O jaa nie wiedzialam ze sa takie tubki na rynku. Tego wlasnie mi brakowalo! Dzieki za inspiracje

25.10.2017 | Magda

Czy warto kupić inhalator przed narodzeniem dziecka i potem go używać?

Polecamy
Najnowsze wpisy
Archiwum
Tagi